
niedziela, 23 listopada 2008
Reanimujemy trupa
i tyle :)
niedziela, 11 maja 2008
Zycie w piosenkach czyli ściągnąłem coś z bloga mojej siostry
Wiem - miało być opowiadanie ale jeszcze się ... tworzy jeśli wolno się tak wyrazić.
U mojej siostry na blogu (niech jej temblak lekkim będzie) wylukałem ostatnio taki jakiś łańcuszek-alfabet w którym można było przedstawić całe swoje życie od A-Z. Jako, że stosunek do łańcuszków mam trochę ignorujący (zlewam je po całości) to przeczytałem i zapomniałem.
Jednak dziś będąc na spacerze z tą oto bestią (narkoman od urodzenia jak widać):
Jak pomyślałem tak postanowiłem zrobić i oto:
-A - audioslave - nigdy nie byłem fanem Soundgarden czy Chrisa Cornella ale połączenie jego głosu i części muzycznej Rage Against the Machine dało piorunujący efekt - dziękuję wam chłopaki za "Like a stone"
-B - Big Cyc "Wszystko gnije" - piosenka o tym, że zaufaniem warto obdarzać sprawdzone osoby a ostatnimi w kolejności powinni być politycy - w skrócie - najpierw coś zróbcie chłopcy potem pogadamy
-C - Cypress Hill - nigdy nie ograniczałem się do jednego typu muzyki - zawsze lubiłem różności pod warunkiem, ze nie były one Ryszardem Rynkowskim zawodzącym "życie jest nowelą..." Dla Cypress hill szacunek za to, że pomimo reprezentowanego przez nich typu muzyki potrafili się "przestawić" i wydać np. "Skull & Bones" z rewelacyjnymi metalowymi aranżacjami swoich utworów - np. Rock/Rap superstar
-D - Dave Matthews Band - za piosenkę "grave digger" która nieustająco kojarzy mi się z drogą do Poznania tuż przed weekendem - kiedy to słuchaliśmy z małżonką listy przebojów programu trzeciego (prowadził ją jeszcze Pan Niedźwiedzki) i piosenka ta, długo towarzyszyła nam w czasie podróży.
-E - jak Evanesence - piosenkę "Bring me to life" usłyszałem na wiele nocy przed nastaniem ich popularności w programie "Headbangersball" na MTV i od razu wpadła w ucho a do tego ma kapitalny teledysk nawiązujący do koszmarów które śniły mi się za młodu (spadanie te sprawy :) )
- F - Flipsyde "someday" - pokazuje , że z mieszania różnych stylów czasem wyjdzie coś naprawdę smacznego
- G - Grabaż i Strachy na lachy - za "moralne salto" po prostu...
- H - Happysad - "Długa droga w dół" jest jedna z najlepszych Polskich piosenek - nieważne, że dołująca i nie ważne że przedstawia nam smutną sytuację że... (patrz K)
- I - Iron Maiden - ogólnie to za całokształt a w szczególe za album "Fear of the dark" który jednoznacznie i zawsze kojarzy mi się z najlepszymi horrorami książkowymi i growymi (Silent hill 2 rządzi po całości)
-J - hehe to było trudne ale niech będzie ( nie, nie moi drodzy czytelnicy nie Jerzy "występuje na schodach bo mam nogę krótszą" Połomski) Jim Carrey (szok ???) za przeróbkę piosenki Jeferrson Airplane do filmu Telemaniak. Wbrew pozorom nieźle mu poszło :)
-K - "Każdy ponad każdym" - nie trawie Polskiego HH naprawdę, nie znoszę ale z tym kawałkiem powinien się zapoznać każdy... dlaczego? Żeby sobie uzmysłowić, że pozornie błahe zdarzenia w życiu mają wpływ nie tylko na nas samych ale także na wszystkich w koło i, że warto pokazać swoją postawą, że wszyscy są równi a nie równi i równiejsi
- L - Linkin Park - niestety po pierwszym, zajebistym albumie Panowie zaczęli długa drogę w dół i według mnie, ich każda kolejna płyta to było jechanie po marce ale mimo wszystko szacunek za "Crawling" - do teraz nucę czasem przy goleniu :)
- M - i tu was mam drogie buziaczki :) nie będzie to James, Lars, Kirk i ten czwarty owłosiony którego wstawili jak Newsteda wywalili. Nie moi drodzy to nie Metallica. Muse. Muse jest dobre. Muse jest świeże i na maksa mi pasuje. Szczególnie lubię "shrinking universe" i video do "muscle museum" tam tak fajnie ludzie...
...płaczą.
- N - Nick Cave & the bad seeds za całokształt twórczości - mroczny gość :)
- O - tu bez niespodzianek Offspring - kapelka mojego dzieciństwa - może grają wciąż ta sama płytę... ale za to z jakim wypierdem :)
- P - Perfekt za "objazdowe nieme kino" - nie wiedzieć czemu ta piosenka maksymalnie mnie dołuje :)
- R - Renata Przemyk - no i tutaj znowu wielki szacunek dla tej Pani - i to nie za "Babę zesłał Bóg" czy "tańczę na stole kieckę zadzieram..." bo to nie moje klimaty ale za "Zero" - to jest dopiero kawał zajebistego grania, który najlepiej brzmi w słuchawkach kiedy "fiukamy" sobie decybele prosto w uszy.
- S - Star Wars episode 1 "Duel of the fates" - kapitalny utwór i kapitalne wideo, które podobnież jak panią Renatę doceniamy dopiero w dobrych słuchawkach
- T - T-Love - żal...pupę ściska, ze nie byłem na SA 3 lata temu, żeby wysłuchać Pana Zygmunta live. Pozostają utwory - "King", "Autobusy i Tramwaje", "Dzikość Serca" i wielki szacunek za całokształt twórczości
- U - Untill it sleeps - dziękuję wam za ten utwór a za wyrzucenie Newsteda nienawidzę.
- W - Wirtualna Miłość - Tymon Tymański nawija z wrodzoną ironią o uzależnieniu od komputerów - warto posłuchać
- Z - Zło Tomasza Jachimka - tak powinna wyglądać współczesna piosenka kabaretowa hehehehehe
Troszkę długie to wyszło ale mam nadzieję, że chociaż jedno z was trzech to przeczyta :)
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Fotki: Woda skażona czyli flaszka flaszeczka
Wiem, że troszkę czasu upłynęło od kiedy po raz ostatni coś napisałem i bardzo za to przepraszam, ale niestety "życie to nie je bajka" i czasu trochę brak :) ale obiecuję poprawę.

Dzisiaj kilka fotek butelczyny którą wykonałem w ilości 10 szt. (seria limitowana:)) ten konkretny egzemplarz zawędrował do Poznania.

Ten krótki wpis niech umili wam oczekiwanie (hehe) na kolejne opowiadanie, które jeśli czas pozwoli (długi weekend yes! yes! yes!) opublikuję już wkrótce.
niedziela, 24 lutego 2008
Felieton: MI3 vs SE7EN czyli chyba mamy kryzys twórczy
Może to i lepiej, że u mnie na wsi nie ma kina :)
Pozdrawiam
M.
czwartek, 24 stycznia 2008
Anegdota: Kostki rączek grają symfonię... uderzając o beton
M: I niech Pani zapyta jaką kontrahent ma wersje Windowsa ponieważ na 98 nie będzie działało nasze oprogramowanie. Musi być od 2000 wzwyż.
K: Ok czyli musi być Windows 2001, 2002 lub 2003???
M: Nie ma takiego Windowsa jest jeszcze Xp lub Vista.
K: Vista??? a 2008 może być???
Właśnie w tym momencie pracownikowi łapy opadły.
I jak tu być optymistą
Pozdrawiam
M.
P.S. Jeżeli nie kumasz drogi czytelniku dlaczego łapy pracownikowi opadły...
...to napisz w komentarzu jakim cudem dotarłeś na moją stronę
środa, 23 stycznia 2008
Felieton: Dlaczego lepiej z gazrurką ratować swój tyłek, niż z dzielną drużyną inne wymiary czyli nigdy więcej jRPG
Skusiłem się... muszę się do tego przyznać. Kilkoro odradzało ale ja jednak postawiłem na swoim i kupiłem japońską grę RPG. Skrót nazwy tej gry to dwie takie same literki i na końcu rzymska cyferka łudząco podobna do nazwy pewnego znanego archiwum. Gracze już pewnie zakumali o jaki tytuł chodzi a nie grającym pełny tytuł i tak nic nie powie więc pozwolę sobie nie przytoczyć go tu w całości. Na początek chwila autoanalizy. W moim mniemaniu wyobraźnia, którą posiadam jest całkiem bujna. Poważnie !!! Jestem w stanie bez mrugnięcia okiem przyjąć, że w świecie filmu, który oglądam zmarli wracają do życia i ścigają ludzi a jedyna garstka ocalałych schroniła się w centrum handlowym. Jestem także w stanie łyknąć, że w grze w którą pogrywam pojawia się facet z piramidą na głowie przed którym mogę się bronic machając gazrurką a pielęgniarki z lokalnego szpitala (mające nawiasem mówiąc jakieś potworne problemy z odcinkiem szyjnym kręgosłupa) ganiają za mną na swoich połamanych nogach nieustannie wymiotując w moim kierunku (to akurat jestem w stanie zrozumieć w zupełności – w końcu co dzień patrzę w lustro). Żeby udowodnić wam jak bujną wyobraźnię napiszę wam także w sekrecie, że jestem w stanie zaakceptować, że chodzą po tym świecie ludzie którzy uważają, że bliźniacy którzy pokazują się w pewnym znanym serialu to aktorzy. Warunek przyjęcia przeze mnie czyjejś wizji jest jeden – musi być ona spójna. I tu dochodzimy do sedna czyli gry w którą pogrywałem. Jak mogę przyjąć wizję jej twórców skoro na pustej i płaskiej jak krowi placek wyspie co chwilę atakuje mnie grupa wrogów (znikąd bo wyspa pusta jak bęben) składająca się z przerośniętej kapusty, żelowej kulki w kolorze czerwonym i lewitującego metalowego breloczka. I rąsię ściskam temu, który mi wytłumaczy dlaczego na żel-kulkę działa tylko woda a lewitujący breloczek pioruny (bo, że roślinkę to trzeba ogniem to każde dziecko wie). No dobra powiecie – koleś co projektował wrogów miał słaby dzień ale może chociaż walczą logicznie. No ja nie wiem jak jest z wrogami Japończyków ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby agresywnie nastawiony dziad borowy zasnął w trakcie jak dostaje łomot (a z sytuacją takową sam osobiście do czynienia miałem). Nie będę tutaj rozpisywał się o innych absurdach typu – nasz główny bohater trafia do innego wymiaru, los rzuca go do zatęchłych, wilgotnych i ciemnych lochów i... no co byś drogi czytelniku zrobił na jego miejscu. Ja tuz po tym jak już bym się wypróżnił ze strachu to starałbym się dowiedzieć co jest grane i jak się stąd najszybciej wynieść. A co robi bohater naszej opowieści ??? Rozpala ognisko (czynność która w obcym miejscu może nam przynieść kłopoty w postaci – w najlepszym przypadku – gajowego) i idzie spać. Dobrze przeczytaliście – poszedł spać. Załamka. Są też inne perełki. Dla przykładu Pani, z którą podróżuje nasz bohater nie dość, że zamiast spódniczki nosi owinięte wokół nóg coś około 500 pasków do spodni to na dodatek walczy uśmiechniętym biegającym kaktusem (???) kształtem przypominającym swastykę. Całość tego dzieła jest tak chaotyczna jak ja kiedy wypełniam PIT-y w skarbówce. Wygląda to po prostu tak jak gdyby zrobili sondę na ulicy co by można fajnego umieścić w grze, po czym wszystkie odpowiedzi wrzucili do worka, wstrząsnęli solidnie i po kolei wyciągali umieszczając pomysły w grze. Chociaż jak się dłużej zastanowię to nawet zastosowanie takiej metody nie tłumaczy tego dziwnego kaktusa. Szkoda tylko, że zmarnowałem trochę kasy i czasu ale jest to nauczka na przyszłość... lepiej z gazrurką ratować swój tyłek...
Pozdrawiam
M.
P.S. Odrobina muzyki prosto z gazrurki